Jestem Gruzinką...
Pochodzić z Gruzji – to czuć w duszy bogactwo pradawnych dziejów mojej ojczyzny,
„rówieśniczki Grecji i starszej siostry Rzymu - jak pisał Ryszard Kapuściński - starej jak Biblia”. Ale jest to ciężar,
który takich jak ja uskrzydla. Czuję się równie dumna z przynależności do mitologii greckiej poprzez legendę
o złotym runie, jak z chrześcijaństwa, wprowadzonego w moim kraju już około roku 337. Naszemu
chrześcijaństwu, łączącemu wpływy monastycznej Kapadocji i splendor Bizancjum, a w sztuce wyrafinowane
inspiracje perskie, zawdzięcza Gruzja swój wczesny złoty wiek, który przypadł już na XI i XII stulecie, stanowiąc
renesans wyprzedzający o całą epokę rozwój podobnych tendencji w Europie Zachodniej.
W Gruzji właśnie dopatrywać się można źródeł tak ważkich odkryć artystycznych, jak polifonia, która w muzyce
europejskiej osiągnęła doskonałość dopiero w czasach Bacha, u nas stanowi zaś tradycję odwieczną. Mówi się
nawet, że nasze pieśni sięgają czasów Akropolu, a może i Babilonu. Toteż nie przypadkiem amerykańska
sonda „Voyager”, która kilka lat temu opuściła granice Systemu Słonecznego, niesie ze sobą, jako jeden
z symboli cywilizacji ludzkiej, nagranie gruzińskiej pieśni Czakrulo.
Jako córka mojej ojczyzny czuję się spadkobierczynią moich przodków, zamieszkujących od XII wieku ufortyfikowane
wsie w górach Chewsuretii, a jako artystka – dziedziczką tamtejszej przebogatej sztuki ludowej,
słynącej z bogato zdobionych geometrycznymi ornamentami strojów. W swoim malarstwie jestem jednak
poetką, mającą w pamięci, że na gruzińską nazwę malarstwa, percera, składają się dwa wyrazy: peri – kolor,
i cera – pisać. Toteż mój język malarski to mowa kolorysty, mająca odzwierciedlać nastroje i sugerować uczucia.
Nie szukam w nim uniwersalnego porządku, poddaję się kaprysom wyobraźni i często myślę, że to, co chcę
powiedzieć, nie płynie ode mnie, lecz czerpie skądś „z góry”.
Tak pojmowana twórczość jest dla mnie azylem i po trosze ucieczką. Buduję i zapełniam własną krainę, jak
podszeptuje mi fantazja i temperament, i wiem, że nie wolno się im sprzeniewierzać. Jestem cierpliwa. Na tej
mojej drodze wciąż uczę się wewnętrznej dyscypliny, a nagrodą jest samo malarstwo, które nadaje sens
każdemu z moich poranków.